Współpraca między nauczycielami



Rozpoczynając pierwszą pracę w przedszkolu miałam już doświadczenie zdobyte jako opiekunka w żłobku, więc byłam nauczycielskim świeżakiem głównie w kwestii dokumentacji. Nie miałam trudności w nawiązywaniu kontaktu z dziećmi czy też organizacją zajęć i byłam przekonana, że kolejne miejsce pracy będzie również owocne pod względem współpracy z nauczycielami, a w szczególności z wychowawcą grupy. Pomyliłam się i miałam wrażenie, że rzeczy których doświadczam są tylko złym snem.

Nie pochodzę z nauczycielskiej rodziny, więc nigdy nie miałam okazji posłuchać historii jak to bywa w nauczycielskim pokoju. Praktyki w przedszkolu wspominam bardzo dobrze, więc nie przypuszczałam, że praca marzeń rozpocznie się od lewego sierpowego. Moja pierwsza praca w przedszkolu była nie tyle podcięciem skrzydeł, co ich wyrwaniem. Wpis pojawia się na prośbę czytelników, którzy również z takimi problemami się zmagają. Jednak chciałabym, żeby dotarł i wzbudził refleksję u nauczycieli, którzy czują się dowartościowani poprzez niszczenie innych.

Pierwszego dnia poszłam pełna ciekawości i niepewności, po pierwszym tygodniu nie chciałam już tam wracać. Na dzień dobry usłyszałam kilka rad od bardziej doświadczonych koleżanek:
"Nie rób więcej niż my"
"Trzymaj się naszych zasad"
"Musisz się dostosować"
"Nie myśl, że będziesz dostawać więcej pieniędzy"

Nie zdążyłam pokazać jak pracuję i co robię, a już zostałam sprowadzona na ziemię. Wieszając prace plastyczne usłyszałam "Dostajesz żółtą kartkę!" i po kilku dniach zrozumiałam powód ostrzeżenia, dzieci użyły do pracy plastycznej piórek. Dla moich koleżanek oznaczało to już zbyt duże zaangażowanie w pracę. Miałam nadzieję, że wychowawczyni grupy będzie bardziej przyjazna, ale od niej wciąż słyszałam "Niech wróci A., razem miałyśmy tyle planów i pomysłów" - byłam na zastępstwie za nauczycielkę, która była na macierzyńskim. Z jednej strony słyszałam ile to miała planów, ale z drugiej ja swoich nie mogłam nawet zaproponować.

Trafiłam bardzo źle i w pewnym momencie zaczęłam szukać problemu w sobie. Ja jedna kontra pięć innych nauczycielek i obojętna na wszystko dyrekcja. Dzieci były rewelacyjne i praca z nimi również, ale nie miałam ochoty przychodzić przez grono pedagogiczne. Jedna z nauczycielek chciała pracować, ale była tak samo upominana jak i ja, wiec poddała się presji. Próbowałam rozmawiać z koleżankami, ale nie pomagało, pracowałam w ukryciu skoro nie miałam ich zgody, aż nie wytrzymałam i zaczęłam szukać innej pracy.

Najbardziej zdziwiła mnie reakcja koleżanka do której dochodziłam jako zmienniczka, ponieważ przy dyrekcji przyjęła mnie z uśmiechem, a na każde moje zadane pytanie padała odpowiedź "nie wiem" lub "nie twoja sprawa". Z biegiem czasu zaczęła zatajać informacje i tak o pewnych kwestiach dowiadywałam się na szarym końcu, w ogóle albo przypadkowo od innych osób. Odżyłam w momencie, gdy wylądowała na l4, właśnie wtedy odetchnęłam z ulgą. W maju ściągnęłam z okien śnieżynki, schowałam zimowe dekoracje i poczułam wolność, niestety była to tylko kwestia czasu.

Dziś jako bardziej doświadczony nauczyciel powiedziałabym dawnej sobie "Rób swoje i nie patrz na innych skoro uważają, że ich praca nie ma sensu!". Dlaczego tyle uwagi poświęca się szkoleniom odnośnie współpracy z rodzicami, a nie ma szkoleń dotyczących współpracy nauczycieli? W mojej ocenie znaczna część nauczycieli deklaruje otwartość, ale nijak mi się to do rzeczywistości, a zamiast wsparcia w drugiej osobie dostrzegają zagrożenie i obawy, że znowu coś będą musieli robić. Współpraca to słaby punkt wielu nauczycieli, cenią swoją autonomię i ciężko przychodzi im współdziałanie. Nie każda placówka mierzy się z takimi problemami, ale wiele już widziałam i wiele się też nasłuchałam o donoszeniu, zawiści i podkładaniu świni.

Dla mnie ta sytuacja ma tylko dwa wyjścia albo pracujesz według swojego pomysłu i na każdym kroku słyszysz komentarze, albo poszukujesz innej pracy z nadzieję na poprawę. Walka z wiatrakami, bo tak wygląda pierwsza sytuacja zazwyczaj wiążę się i tak z frustracją nauczyciela. Zmieniłam pracę z nadzieją na lepszą atmosferę i udało się, ale gdybym ponownie trafiła w toksyczne środowisko to bym zrezygnowała z tego zawodu. Dziś mogę czerpać wiedzę i pomysły od swoich doświadczonych koleżanek, ale i one są skore to zdobywania nowych umiejętności i czerpania pomysłów od młodszych nauczycieli. Nie każdy musi się lubić, ale każdemu należy się szacunek. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 pedagogpisze.pl , Blogger